top of page

NAPAD Z BRONIĄ W RĘKU 

  • 18 mar
  • 3 minut(y) czytania

1. W sieci spotykam różne wypowiedzi o upadku literatury, poezji i tak w ogóle słowa pisanego Walka o tzw. wysoką literaturę trwa więc w pełni. Nawet co niektórzy uwili sobie z tego gniazdko i gromią wszystkich swoimi odkryciami na ten temat. 


Więc jak to jest? Bo przecież kiedyś umiało pisać u nas tylko dwa procent ludzi - i co? , literatura żyła… co więcej nie było Związku Literatów, gdzie już od wielu pokoleń toczy się niby walka, by słowo było słowem … I co?Okazuje się że co ważniejszy literat to jakiś mason bądź zaufany współpracownik Służby Bezpieczeństwa oddelegowany na front walki ideologicznej. 


Stary jestem i śmiać mi się chce gdy czytam wywody tych pyszałków – zresztą co niektórych z frontu ideologicznego znałem osobiście. By nie być gołosłowny dam taki zabawny przykład. W latach siedemdziesiątych mieszkałem w „Dziekance” na Krakowskim Przedmieściu. W „Dziekance” była stołówka dla mieszkańców. A mieszkańcami była brać artystyczna różnych szkół artystycznych Stolicy. Niedaleko „Dziekanki” jest właśnie siedziba Związku Literatów Polskich, gdzie w knajpie popijają sobie różne gwiazdy od literatury. Tak z widzenia znaliśmy się wszyscy - oczywiście nie wszyscy za sobą przepadali, ale taki np. adept początkując napinał nie tylko mózg ale także mięśnie – bo przecież świat należał do niego…



2. Tak było też, że nie wszystkim dobrze się powodziło. Niektórym głód zaglądał w oczu. Nie ma co się oszukiwać, ja do tej grupy należałem i bardzo często ustawiałem się w kolejce by dostać darmowy obiad. Te obiady były serwowane tylko dla mieszkańców „Dziekanki”. Więc stoimy sobie w tej darmowej kolejce. Stołówka około 16-tej się zamyka – i wtedy uruchamiana jest nasza kolejka.


W tym momencie zjawia się nasz adept literacki, podchodzi prosto do okienka i nie zważając na naszą kolejkę bierze pierwszą porcję do tego oglądając uważnie co na tym talerzu jest. Ponieważ czegoś tam brakowało, ruchem zdecydowanym talerz odsunął w kierunku kucharki żądając uzupełnienia porcji. Zrobił to w sposób agresywny wręcz łobuzerski. Pani w okienku ledwo żywa po kilku godzinach wydawania posiłków widocznie wpadła w szał, bo chyba odruchowo, zdzieliła delikwenta w głowę chochlą, którą nakładała obiady. Delikwent odwrócił się i chwiejnym krokiem wyszedł ze stołówki. 


To było 60 lat temu, dzisiaj ten osobnik zgrywa się na wielkiego animatora sztuki, siedzi nad morzem i świat literatury przerabia na swoje tasiemcowe odkrywcze poetyckie dzieła. Nie chcę rozpisywać się na ten temat, ale takich oszołomów jest pełno w naszej okolicy, ponieważ ideologiczni szaleńcu od rana do wieczora głosili i głoszą chyba nadal, że każdy jest poetą… 



3. Pamiętam, jak zaproponowano mi wstąpienie do partii. Powiedziałem tak, oczywiście. Za kilka dni poproszono mnie na kolejną rozmowę i poproszono bym napisał co bym chciał robić w tej partii. A ponieważ jako młody człowiek aktywnie już działem - napisałem, że chcę powołać komisję, która by zbadała co się stało z tymi utalentowanym i młodymi ludźmi, których znałem a którzy gdzieś zniknęli. Oczywiści dołączyłem listę nazwisk tych zaginionych osób.


Po kilku dniach poproszono mnie na kolejną rozmowę i oświadczono mi, cyt. „nigdy Cię do partii nie zapiszemy”. Takich, czy wręcz podobnych rozmów miałem wiele. 



4. Ktoś może zadać pytanie, jak się uchowałem- o tym mogę napisać kolejną książkę. Przede wszystkim byliśmy tu bardzo aktywni, wręcz zwierzęco aktywny. Od dziecka widziałem na własne oczy co ta niby władza wyprawiała z moimi rodzicami, których uznano za wrogów klasowych. Przez 50 lat robiono nam jakieś fikcyjne procesy sądowe, by potem na tych sfabrykowanych wyrokach mogli okradać nas już w biały dzień w asyście MO i innych tzw. czynników społecznych. 


Pamiętam rewizje w domu, gdzie rekwirowano nam co miało jakąkolwiek wartość włącznie z meblami, krzesłami i tym podobnymi sprzętami. Zachowywali się jak dzikie zwierzęta, w nocy zaś rzucali kamieniami na dach i tłukli kijami w drzwi domu. 


Pamiętam – na początku lat 50 ubiegłego wieku - jak jakiś pijany ubek strzelał w okno naszej sypialni - spalimy na podłodze, bo głowa na wysokości okna była w zasięgu rażenia. Typ ten jak nam potem powiedziano, po pijaku szukał wroga klasowego i na swej drodze znalazł się nasz dom. 


Było to dawno – ale w tych dniach w to samo okno oddano strzały. Kiedy na drugi dzień zjawiła się straż Miejska i kiedy pokazałem im ślady w oknie. Dowiedziałem się, ze szyba jest widocznie stara i dlatego nie rozleciała się i że to nie jest ich sprawa i że powinienem napisać doniesienie do policji. Dziwne, napad z bronią w ręku – i nie dotyczy on Straży Miejskiej. 


CDN

 
 
 

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie
Mam osiemdziesiąt lat

Szkic 1. Wielu moich znajomych nie dożyło tego wieku. Stąd niejako moim obowiązkiem jest pamiętać o nich. Tak się zresztą złożyło, że dokumentując swoją obecność, dokumentowałem także ich obecność. Pr

 
 
 

Komentarze


bottom of page